|
poniedziałek, 03 października 2011
Wyznania byłego wyborcy PO
Nawet jak masz dwa blogaski, to czasem przyjdzie do głowy pomysł na notkę, który, w żadnym z nich się tematycznie nie mieści. I wtedy przypominasz sobie o trzecim. Zakurzonym, nie karmionym od stycznia. Do połowy poprzedniego tygodnia kampania wyborcza była nudna niczym flaki z olejem. Tak nudna, że aż do rangi wydarzenia urastał spot kandydata Wijasa. Pretendenci do miejsc przy Wiejskiej coś tam mówili, coś obiecywali, lecz generalnie jasnym było, kto wygra a komu w nowym rozdaniu przypadnie rola raczej dekoracyjna. Tymczasem niespodziewanie stawka się wyrównała, zwycięstwo faworytom wymyka się z rąk a w rozgrywce pojawił się ten trzeci. Od kilku miesięcy intensywnie zastanawiałem się na kogo w wyborach oddać swój głos. Zdecydowanie łatwiej przychodziło mi wskazanie na kogo nie zagłosuje. Jestem niemal wzorcowym wyborcą Platformy Obywatelskiej. Mam wyższe wykształcenie, jestem niezależny finansowo, mieszkam w średniej wielkości mieście, mam poglądy raczej liberalne. I właściwie od samego powstania PO w 2001 r. głosowałem na jej kandydatów. Za każdymi wyborami stawało się to trudniejsze; potrzebowałem co raz mocniejszego zaciśnięcia zębów, z kulminacją w 2010 roku gdy dodatkowo konieczne stało się zatkanie nosa w celu poparcia Bronisława Komorowskiego. Parę miesięcy później zobaczyłem z bardzo bliska jak wyglądają starania platformersów o mandaty w wyborach samorządowy, a w przekonaniu o tym, że PO przestało być najbliższym mi ugrupowaniem utwierdziły mnie akcje z dopalaczami, merdanie przy emeryturach (z wyraźną deklaracją premiera Tuska, iż go to czy i jaką emeryturę dostanę m.in ja, zupełnie nie obchodzi) czy wreszcie traktowanie przez dużą część posłów PO kobiet jako inkubatorów w służbie ideologicznych nakazów. Ograniczenie dostępu do informacji publicznej przyjąłem już tylko ze wzruszeniem ramion. Jeżeli krytykujesz PO to jesteś z PiS (i na odwrót). Takie mniej-więcej stwierdzenie słyszę gdy wyrażam swoje obiekcje wobec jaśnie nam panujących. Karna kompania prezesa Jarosława, nijak atrakcyjna dla mnie nie jest, on i jego zwolennicy żyją na zupełnie innej planecie niż ja, także nawet nie ma się nad czym zastanawiać. Swoją drogą, już wystarczającym powodem aby odrzucić dwie największe partie, jest właśnie ten szantaż, przez nie stosowany; że nie ma świata po za nimi, że nie istnieje żaden inny wybór, że każdy głos oddany na kogoś innego jest zmarnowany. A jak nie pójdziesz na wybory to działasz na rzecz niepokojów społecznych, bo Oni się zmobilizują. Nie kupuję tego. SLD. Nawet jeżeli mógłbym przeboleć Surfującego Grzegorza, to za nic w świecie, nawet pośrednio, nie chciałbym bym swoim głosem popierać takich tuzów jak Leszek Miller czy Józef Oleksy. Patrząc na Sojusz odnoszę wrażenie, że partia ta próbuje być lewicą bo....ktoś musi. Nie są w tym jednak nic a nic przekonujący i jak na dłoni widać, że Surfujący, popłynie dokładnie tam gdzie go prąd w kierunku władzy zaniesie. Mogła być sobie koalicja SLD-PiS w TVP to czemu nie w Sejmie? O PSL, Korwinie i jego różnych mutacjach nawet nie wspominam. To jeszcze odleglejsze planety niż te, na których znajduje się PiS. Jest jednak ten trzeci, Janusz ma na imię. Nie jestem jego wielkim entuzjastą, tak, wiem, że zakładał Ozon, tak wiem, że w biznesie niezbyt czysto działał (najpewniej) i tak wiem, że na listach jego partii znajdują się osobnicy o tyle tajemniczy co i dziwni. I pamiętam jego hapeningi. Chciałbym jednak aby 10 października okazało się, że ani PO ani PiS nie mogą rządzić same. Żeby PO w końcu musiała negocjować, starać się, przekonywać innych a nie tylko PSL, które poprze każdą bzdurę byle utrzymać lub zdobyć stanowiska. Ponadto jeżeli Palikot miałby burzyć dobre samopoczucie posłów PO i PiS w sprawach światopoglądowych (w tym mężnie wstrzymującego się od głosu w sprawie aborcji Arłukowicza), to ja jestem na tak. I dlatego 9 października Palikot dostanie mój głos. ![]()
środa, 19 stycznia 2011
Jedno zdanie
Tej prawdy skutecznie nie oświetlą pochodnie maszerujących na Krakowskim Przedmieściu. Takie pochodnie mogą co najwyżej coś podpalić Tym jednym zdaniem premier Tusk doskonale podsumował działania polityków i sympatyków PiS na przestrzeni 10 miesięcy od katastrofy. Dobre, racjonalne, przemówienie. I tego właśnie oczekuje od szefa rządu.
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Terlikowski, jego córka i dres do biegania
Myślałem, że niewiele postaw ludzkich jest mnie jeszcze w jakikolwiek sposób zadziwić. Jednakże znamienite osobistości z okolic prawicy patetyczno-histerycznej (określenie to ukuł, jakiś felietonista przy okazji zabójstwa w biurze PiS w Łodzi, uważam je za bardzo trafne) co jakiś czas sprawiają, że oczy otwierają mi się szerzej, a szczęka wędruje ku podłodze. Bohaterem ostatnich kilkunastu godzin jest dla mnie Tomasz Terlikowski. Otóż ten nieprzejednany katolicki publicysta, moralista, dzierżący stanowisko naczelnego Frondy, dokonał straszliwego odkrycia. Dowiedział się mianowicie, że straszliwe homoseksualne lobby zamierza zamachnąć się na jego rodzinę. Ułożywszy zapłakane dziatki do spania i zrobiwszy to co należy w dresie do biegania Terlikowski dogłębnie przeanalizował listę wspierających demonicznych gejów w planie odebrania mu potomstwa i zatrząsł się z oburzenia po raz kolejny
Kwestią czasu było powstanie grupy na Facebooku wspierającej Terlikowskiego w boju ze straszliwymi homoseksualistami. Pisanie o tej sprawie, to trochę jak tłumaczenie żartu, komuś kto go nie zrozumiał lub przyjął całkowicie na serio. W całej okazałości widać tutaj jednak, dlaczego pewna część prawicy Polskiej zostanie po wsze czasy gdzieś na marginesie publicznych dyskursów oraz powód, dla którego Terlikowski i jemu podobni nie są i nie będą traktowani jako poważni dyskutanci. Zero dystansu, niezdolność do odczytywania ironii, rozdmuchiwanie żartu do niemal fizycznej napaści na rodzinę redaktora T, święte oburzenie i skrajnie histeryczne reakcje. I jeszcze to wzajemne nakręcanie się obrońców Terlikowskiego: nie mogło zabraknąć oczywiście nawiązania do Smoleńska. Trudno tu nawet znaleźć przestrzeń, do choćby próby racjonalnej dyskusji. Bo odpowiedzią są albo żenujące próby bycia dowcipnym albo jeszcze więcej świętego oburzenia, paragrafów i mądrości na temat homoseksualizmu jak choćby ta: “A jest różnica między homoseksualizmem a zoofilią? I tu i tu mamy do czynienia ze zmianą partnera płci przeciwnej na coś innego.” Chciałbym aby sam Terlikowski lub ktoś z jego obrońców złożył zawiadomienie do prokuratury. Chciałbym aby w tym zawiadomieniu wyraźnie padły słowa o “centrali Cywilizacji Śmierci w Brukseli” Następnie oddałbym dużą część swojego majątku za zdjęcie miny prokuratora, który takie zawiadomienie by czytał. Samemu redaktorowi T zaś życzę, aby następnym razem jak coś go tak oburzy i rozwścieczy biegał w swoim dresie dopóty nie padnie ze zmęczenia. Rozluźniony, bez napięcia, może nawet się uśmiechnie i błyśnie jakąś celną ripostą zamiast się nadymać i histeryzować? Przenosiny
Ten blogasek jest blogaskiem pobocznym, przeniesionym z tego miejsca. A nawet nie. Tam będą obrazki, tutaj teksty, nie mieszczące się tematycznie w głównym blogasku Enjoy!
|
|